How to find happiness in life


Każdy z nas miewa lepsze i gorsze dni. Jak nie dać się smutkowi i przykrym myślom? Gdzie zacząć szukać szczęścia? Dziś zapraszam Was na wpis zupełnie inny, niż dotychczas. Każdy z nas ma gorsze dni. Jednak często przeciągają się na złe tygodnie, miesiące i lata, Niestety spowodowane jest to naszymi negatywnymi myślami, nadmiernym przejmowaniem się, brakiem wiary w siebie. Ja też trwałam kiedyś w tej pułapce czarnych myśli. Dziś chciałabym przedstawić Wam sposoby, które pomogły mi uwierzyć w siebie i w to, że moje życie jest naprawdę fajne. 
Nie będę zarzucać Was oczywistymi oczywistościami, takimi jak to, że dzieci w Afryce mają gorzej. Nie o to nam tutaj chodzi.

Uwierz w siebie! To nie jest łatwe - każdy o tym wie. Przypomnij sobie ile w życiu dokonałaś. Niech to będą zarówno drobiazgi i duże rzeczy. Ukończenie studiów,  samodzielne napisanie pracy licencjackiej/magisterskiej, znalezienie wymarzonej pracy, utrata wagi, założenie rodziny, utrzymywanie porządku - cokolwiek, co dla Ciebie jest osiągnięciem. 
Zawsze byłam mega totalną ciamajdą, zawsze wstydziłam się nawet swojego cienia. Na studiach postanowiłam to zmienić. Dojeżdżałam na studia 40km. Upał, ostatnie egzaminy, eleganckie buty i mega odciski. Na uczelnie musiałam dojść na pieszo, więc nie było innego wyjścia jak kupić plaster, ale to nie było problemem. Było nim to, że plaster był metrowy. Poprosiłam sprzedawcę o pożyczenie nożyczek - byłam z siebie tak dumna, że aż zadzwoniłam do mamy, żeby się pochwalić moim sukcesem, małym, bo małym, ale to nadal sukces, który kosztował mnie sporo pracy nad sobą. Krok, po kroku - teraz potrafię nawet odpyskować i wykłócić się o swoje. Dużo czasu zajęło mi, żeby uwierzyć w siebie. Nadal muszę przypominać sobie jak dużo osiągnęłam i jak daleko zaszłam. Ale jest dobrze. Bo stawiam sobie wyzwania. Ale o tym za chwilę.

Zastanów się, co sprawia Ci radość i czym jest dla Ciebie szczęście. Dąż do tego! Uwielbiam budzić się rano w posprzątanej sypialni. Mieć wszystko naszykowane ubranie i spakowaną torebkę. Mieć zdrową przekąskę w pracy. Wracać do posprzątanego mieszkania. Jestem totalnym śpiochem, bałaganiarą i leniuchem. Wszystko robię na ostatnią chwilę, więc do tej pory nie było opcji, żebym ścieliła łóżko, kiedy wypadam z niego w ostatniej minucie. Wieczorem jestem zbyt zmęczona by przygotować sobie ubranie, spakować torebkę. Wstaję też za późno, by robić sobie pożywne smoothie.  Dlatego też właśnie stawiam sobie wyzwania. 

Stawiaj sobie wyzwania. Zacznij od takich drobiazgów jak np. codzienne ścielenie łóżka. przechodź do coraz większych. Każdego dnia i tygodnia stawiam sobie wyzwania. W wolnej chwili odkładam wszystko na miejsce, przed pójściem spać upewniam się, czy wszystko zrobione. Rano, zaraz po wyjściu z łóżka zaścielam je. Kiedy wracam z pracy do posprzątanego mieszkania jestem gotowa by odpocząć, mojej głowy nie zajmuje cała lista rzeczy do zrobienia w domu. Zawsze jest na niej kilka rzeczy, to zrozumiałe, ale nie ma niej sprzątania. Pobudka w posprzątanej sypialni i powrót do czystego mieszkania to niektóre z moich definicji szczęścia.

Znajdź czas tylko dla siebie. Pracujesz od rana do wieczora? To świetnie! Praca, dzieci, dom? Też nie najgorzej. Znajdź kilka chwil każdego dnia tylko i wyłącznie dla siebie. Pracuję codziennie od ok. 6.30 do 19.00. Po 19 jestem wypruta z resztek energii. Marzę o prysznicu i ciepłym łóżku. Do tej pory wystarczało mi właśnie to, plus kilka chwil surfowania po Internecie. Ale myśli nadal krążyły w mojej głowie. Byłam zmęczona gonitwą praca-praca-praca-dom lub praca-praca-dom. I chociaż jestem wdzięczna, że pracuję i lubię swoją pracę, to bywają takie dni, tygodnie i miesiące, że jest bardzo stresująca. Gromadziłam w sobie ten stres, sama się nakręcałam i chodziłam jak tykająca bomba. Postawiłam na fitness, Wybrałam zajęcia Zumby w najlepszym klubie fitness w moim mieście. Często na salę wchodzę ostatnia, z językiem na wierzchu, albo czołgam się zmęczona. Jednak przez godzinę danego dnia jestem w innym świecie, skupiam się na krokach i super się bawię. Piosenki śpiewam po swojemu - bez śpiewu nie ma imprezy. Wracam zmęczona, ale szczęśliwa. Bez stresu, z dobrym nastrojem, gotowa stawić czoła kolejnemu dniu. 

Cóż, wyszło tego więcej, niż myślałam. W głowie mam jeszcze tyle rzeczy... zdecydowanie będą kolejne części. Podkreślam, że nie jestem ekspertem, dzielę się z Wami sposobami, które mi pomogły odnaleźć szczęście:)

Pozdrawiam,


2 komentarze:

  1. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam twój post :-) Zgadzam się z tobą absolutnie! Warto cieszyć się z drobnostek i czerpać radość nawet z tych prozaicznych czynności!
    Z tą Zumbą to ja mam tak samo ;-) Na salę wbiegam prawie zawsze jako ostatnia. Ale ta godzinka daje mi tyle energii i radości :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, bardzo mi miło:) A o zumbie rozmawiałyśmy na insta:)

    OdpowiedzUsuń