Ready for spring! #1


Dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny i nowego miesiąca. Czy jest lepszy sposób na jego rozpoczęcie, niż nowa seria na blogu?



Ready for spring to nowa seria na blogu, która będzie dotyczyć przygotowań do wiosny. Począwszy od zakupów, poprzez ulubione lakiery, wiosenną wishlistę, a także wiosenną dekorację domu. 


Dziś kilka słów o moich fit-zdobyczach. O tym, że naprawdę lubię ruch przekonałam się stosunkowo niedawno. Co jakiś czas miałam zrywy zapału do ćwiczeń. Oczywiście, tak często jak zaczynałam, tak często kończyłam i nie powracałam do ćwiczeń. Tym razem jednak przepadłam - mam nadzieję, że na dobre. Ale o tym kiedy indziej. Jednym z wielu czynników, które odciągały mnie od ćwiczeń było to, że nie mam odpowiednich ubrań. 

Wraz z nadejściem wiosny w sklepach pojawiły się nowe kolekcje i tygodnie tematyczne. Oczywiście - postanowiłam z nich skorzystać. 

Na początek buty. W zeszłym roku zaopatrzyłam się w buty do biegania z Lidla. Najwygodniejsze (zarazem najbrzydsze) adidasy ever. Kosztowały jakieś 70zł. Kiedy zobaczyłam adidasy do fitnessu w jednej z gazetek Lidla - przepadłam. Kosztowały 50zł, są niemniej wygodne od zeszłorocznych, ale za to o wiele zgrabniejsze - bardziej cieszą moje wybredne ostatnio oko.




Jak i buty, to i skarpetki. Ze względu na swoje problematyczne stopy wybierałam skarpety trekkingowe, które mają wzmocnioną piętę i obszar palców. Jednak przy obecnych zajęciach są one zbyt grube. Dlatego też nie wahałam się, kiedy w Biedronce zobaczyłam skarpetki Umbro z pogrubioną "podeszwą". Skarpetki Umbro to jedne z najwytrwalszych skarpet jakie miałam. Ponad 5 lat temu, kiedy nie były jeszcze dostępne w Polsce, przywiozłam sobie ich niemały zapas ze Szkocji  i... mam je do tej pory:). Na plus tych biedronkowych działają zapiętki w wesołych kolorach. Minusem jest cena - 15 zł za trzy pary. 


Będąc w Lidlu nie mogłam się oprzeć przewiewnej koszulce za 17zł. Jest to bluzka typu bokserka, na plecach wszyty jest pas z perforacją, która pozwala naszej koszulce "oddychać".


Dobre spodnie już mam, sprezentowała mi je mama, ale potrzebowałam czegoś na zmianę. Cienkie i wygodne spodnie, ze ściągaczami dostałam w Lidlu za 35zl. 


Jestem fanką 30 day shred Jillian Michaels, jednak do tej pory ćwiczyłam z butelkami wody zamiast ciężarków... grunt to jakoś sobie radzić. W Lidlu upolowałam zestaw sześciu ciężarków (4x0,5kg na nogi i ręce, 2x1kg) za... 20zł - przecenione z 60zł. 


Coraz więcej osób zachwala sobie super cienkie ręczniki z mikrofibrą, jednak ich cena jest trochę wysoka. Mi udało dorwać się je w Biedronce, 25zł za dwie sztuki. Są super chłonne!



Dokupiłam jeszcze stanik sportowy  i szczerze - nie ma lepszego wynalazku!  Z zakupów to tyle, Każdą z kupionych rzeczy już wypróbowałam i z każdej jestem zadowolona.

A jak jest z Wami? Uległyście modzie na zdrowy tryb życia? Spalacie zimowe boczki?
Kolejny wpis z serii Ready for spring - o mojej nowo odkrytej pasji. 


Pozdrawiam,

4 komentarze:

  1. Super! Czekam na kolejne wiosenne posty :) No i podziwiam Twój zapał do ćwiczeń... ja nie potrafię się zmotywować. No ale z racji na mój cellulit wodny (w pierwszym stadium) podjęłam wyzwanie squat challange - oby pomogło! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze ciuszki sportowe to podstawa :)
    Ja biegałam 2 lata temu, ale to chyba nie było do ko≤nca dobre dla mojego kręgosłupa ;)
    Poźniej chodziłam do siłowni, ale bardzo niechętnie ;)
    Teraz od kilku miesięcy chodzę na zumbę i jest to zdecydowanie moja ulubiona forma aktywności ruchowej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię ciuchy do ćwiczeń z Lidla :)

    OdpowiedzUsuń
  4. skiety to muszę sobie kupić, koniecznie, bo żadnych porządnych nie mogę dobrać, w których po 2 godzinach pracy nie będę miała mokrych stóp...

    OdpowiedzUsuń