December favourites

Witajcie! To mój pierwszy weekend od dawna, kiedy na wszystko mam czas. Nigdzie się nie spieszę (no okej, do kosmetyczki dzisiaj prawie biegłam), staram się odpoczywać i regenerować siły. Oczywiście pracy jest mnóstwo, jak to przed świętami, ale są to porządki i gotowanie, więc praca mało umysłowa, że tak to nazwę:). Oczywiście po kilku tygodniach gonitwy za Bóg wie czym, w pierwszy spokojny dzień obudziłam się chora. Dlatego dziś post łatwy, lekki i przyjemny. Zapraszam na ulubieńców grudnia!




Podkłady z Manhattanu zawsze omijałam szerokim łukiem. Nie wiem czemu, ale kojarzyły mi się  maską na twarzy koloru marchewki. Jednak podczas ostatniej promocji w Rossmanie coś mnie naszło i sięgnęłam po podkład matujący i co dziwne - znalazłam idealny dla mnie odcień. Podkład ma całkiem dobre krycie, nie zapycha mnie i nie rozmazuje się w trakcie dnia, co niestety przy innych często mi się zdarza. 

Baza pod makijaż Rimmel też znalazła się  w moim koszyku podczas którejś z rossmanowskich promocji. Szukałam alternatywy dla Porefessional od benefit, a ta baza akurat weszła na polski rynek. I tak zużywam już drugie opakowanie. Nie jest to oczywiście odpowiednik Porefessional, ale niezła alternatywa. 

Krem z mixa przeciw błyszczeniu poleciła mi koleżanka. Jest delikatny, a zarazem mocno nawilżający. Nie stwarza matowego wykończenia, jednak poprzez silne nawilżanie skóra nie produkuje aż tyle sebum. Dla mojej tłustej ale wrażliwej cery jest idealny!


Garnier Czysta skóra 3 w 1 to jeden z moich pierwszych żeli do twarzy. Pokochałam go od pierwszego użycia i tak jest ze mną od dobrych kilku lat. Używam go codziennie wieczorem. Równać się z nim może tylko pasta manuka od Ziaji. Najczęściej myję nim buzię, zostawiam na trochę i po kilku minutach spłukuję. Jeśli macie problem z domyciem/pozbyciem się czarnych kropek na nosie - polecam!

Odżywka Nivea long repair to dla mnie nowość, kupiłam tę w sprayu razem z odżywką klasyczną, w tubie i nic dawno tak nie działało na moje bardzo suche włosy. Zawiera olej babbasu - tak jak słynna, wycofana już odżywka Isana. Wydaje mi się, że ta wersja jest nieco droższa od innych z Nivea, ale jest warta swojej ceny. Na pewno do niej powrócę, kiedy tylko wykończę moje zapasy Balea. 

Na koniec zapach - Cashmere glow od Bath & Body Works. Dostałam tę mgiełkę dwa lata temu pod choinkę, jej zapach kojarzy mi się właśnie z okresem zimowo - świątecznym. Ciepły, otulający i delikatny. Bardzo żałuję, że mgiełki starczy mi jeszcze tylko na kilka użyć. Szczególnie polecam miłośnikom waniliowych zapachów, znudzonych klasycznymi wariantami z wanilią na czele. Tutaj wanilii co prawda nie ma, ale myślę, że zapach takim osobom przypadnie do gustu. 


Pozdrawiam cieplutko!




4 komentarze:

  1. Nie widziałam, jeszcze tej odżywki w spayu z Nivea, zaskoczyłaś mnie ;) Mi cały czas towarzyszy ta różowa z Gliss Kur, ale kiedy już się skończy to chętnie wypróbuję tą ;)

    SYPAAA BLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Bazę z Rimmela i odżywkę z Nivea chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że tyle produktów tak dobrze się u ciebie sprawdziło :-)
    Ja już kiedyś myślałam o tym żelu z Garniera, ale w końcu zapomniałam o nim. Teraz ty mi go przypomniałaś :-)

    OdpowiedzUsuń