Summer non beauty favourites part 1

Witajcie! Kolejna przerwa w pisaniu sponsorowana była obroną pracy magisterskiej. Na szczęście obrona już za mną - jest piąteczka! :) Jeśli macie chęć na odrobinę prywaty, to chętnie podzielę się z Wami zdjęciami z całego dnia obrony.

Wracając do tematu - dziś zapraszam na moich niekosmetycznych ulubieńców trwających wciąż wakacji.




Okulary przeciwsłoneczne to moja zmora - nie potrafię dobrać sobie odpowiednich, w żadnych, ale to w żadnych nie wyglądałam nigdy dobrze. Aż w sklepie zapanowała światłość, chór anielski wiódł mnie do regału z okularami i tam czekały na mnie ONE. Znacie to uczucie, kiedy wchodzicie do sklepu i jedna rzecz od razu przykuwa Waszą uwagę? Cóż, sklepem tym co prawda była Biedronka, a za okulary dałam dyszkę. Nie zmienia to faktu, że bardzo je lubię i dobrze się w nich czuję. 



Dawno, dawno temu, w czasach licealnych, kiedy to jako humanistki z krwi i kości zarywałyśmy noce nad podręcznikiem do historii, razem z koleżanką miałyśmy swoje napoje, które towarzyszyły nam przy nauce. I nic nie wchodziło, jeśli nie miałyśmy ich przy sobie. Moimi napojami mocy były mięta i kakao, koleżanki kawa, rodzinny dzbanek (czy jakoś tak, ogromny jogurt danone) i coś jeszcze. Od pierwszego roku studiów moim napojem mocy jest cola z cytryną. Każdy egzamin, każda zarwana noc... znajomi zapraszając mnie do wspólnej nauki przygotowywali dla mnie już colę, no, przynajmniej samą cytrynę. Jako, że trwające wciąż wakacje to dla mnie czas nauki (koniec studiów, obrona, przygotowanie do prowadzenia grupy trzylatków) ten właśnie napój towarzyszy mi nieustannie. Ze względu na trwające upały dorzucam kostki lodu. Staram się nie pić coli, ale gdy w grę wchodzą wakacje, upały i w dodatku takie stresy - czuję się wytłumaczona. :)



Od dłuższego czasu szukałam fajnych słuchawek, w myśl noworocznego postanowienia: kupować mniej, ale fajniejszych i bardziej porządnych rzeczy. Mimo wszystko nie chciałam wydać na nie fortuny. Będąc w TkMaxx natknęłam się na cudowne słuchawki w kwiatki. Niestety, kiedy wróciłam po nie następnego dnia, już ich nie było. Urzekły mnie za to te ze zdjęcia poniżej, w chmurki. Spodobały mi się ich kolory, ale także to, że mają dwukolorowe kabelki. Zapłaciłam za nie 29,99. Pochodzą z jednej z licznych kolekcji Aimee Wilder, która projektuje rzeczy m.in. dla sieciówek pokroju Urban Outfitters. 


Przez to całe zmieszanie z nauką, pisaniem pracy itd. od ostatnich wakacji nie sięgnęłam po książkę inną, niż pedagogiczna. Dlatego postanowiłam, że urlop spędzę przede wszystkim na czytaniu książek. Z pomocą oprócz ebooków przybiegła mi sąsiadka, która stwierdziła, że koniecznie powinnam przeczytać Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu. Cóż, książka nie zmieniła diametralnie mojego życia, ale skłoniła do refleksji nad nim. Wiem, że jest jeszcze druga książka tej samej autorki, zatytułowana chyba Jesteś cudem. Chętnie po nią sięgnę w wolnej chwili, bo na chwilę obecną zaczytuję się w Gruszczyk - Kolczyńskiej (pozdrawiam przedszkolanki!). No i wstyd przyznać, ale Bóg nigdy nie mruga jeszcze nie skończyłam. Lubię dawkować sobie jedną, dwie lekcje i rozgryzać je przez dzień. 



Cóż, to by było na tyle. Niestety jestem już po urlopie, który właściwie zleciał mi na pisaniu pracy i przygotowywaniu się do obrony. Teraz pozostały mi już tylko weekendowe wypady nad morze. Polećcie mi jakąś lekką lekturę na prażenie się na słońcu!

Ściskam Was!

4 komentarze:

  1. Przeurocze słuchawki! *___*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne słuchawki. Ja nie inwestuję bo mi kot zżera kable :/ Innych nie rusza, do słuchawkowych ma jakąś słabość :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią przeczytałabym tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka bardzo kusząca. Z pewnością też pomocna w trudnych chwilach.

    OdpowiedzUsuń