Podsumowanie grudnia - ulubieńcy, zużycia i nowości

Witajcie! Kiecki gotowe, paznokcie zrobione? :) Tak jak zapowiadałam dziś na naszym FB, dziś "pracowity" wpis. Kończy nam się rok, a od nowego chcę ruszyć z kopytem, dlatego dziś wpis - gigant. Enjoy!

Ulubieńcy! 


Moje włosy same nie wiedzą, czego chcą. Są bardzo suche na końcach, raz takie, raz siakie. Na jednym z blogów zobaczyłam pozytywną recenzję szamponu Goodbye damage. Postanowiłam dać mu szansę. Oczywiście nie uwierzyłam w obietnicę producenta, że szampon po kilku użyciach odbuduje zniszczenia moich włosów. Nie zrobił tego, ale widocznie przysłużył się dobrej kondycji moich włosów. Oprócz tego, pozbyłam się łupieżu, nie używając żadnych przeciwłupieżowych preparatów. Na pewno wypróbuję inne produkty z tej serii. Wella proSeries repair to dobra odżywka za grosze, bo za tę wielką butlę zapłacimy 10-15zł, a to cena całkiem przyjemna. Szybka w użyciu, pozostawia włosy miękkie i lśniące. 



Co jakiś czas funduję sobie chwilę relaksu z maską na włosach. Ostatnio najczęściej sięgałam po maskę Ziaji intensywna odbudowa do włosów zniszczonych. Nie wierzę w to, że ta maska odbuduje moje włosy, ale przyjemnie i widocznie je odżywia. Na pewno jest dostępna w sklepach Ziaja dla Ciebie, pewnie też w drogeriach, w których znajdziemy produkty marki Ziaja. Spray Isana z termoochroną to kolejny dobry produkt za grosze - chroni nasze włosy przed szkodliwym działaniem wysokich temperatur. Jest to pierwszy spray z termoochroną, którego używam, dlatego nie mam porównania z innymi, ale wystarczy mi, że ten przyjemnie pachnie i nie obciąża włosów. 




Tonik Ziaja med, wersja łojotok, trądzik to mój ulubieniec już od dłuższego czasu. Dobrze oczyszcza skórę twarzy, nie podrażnia, nie daje uczucia ściągniętej skóry, wspomaga walkę z nadmiernym wydzielaniem sebum. Płyn micelarny be beauty to znany wszystkim biedronkowy micel. Narazie to moje ostatnie opakowanie. W kolejce czeka Bioderma, a potem mam ochotę na różowy Loreal. 


Ultrazłuszczający peeling od Garnier to przyjemnie chłodzący i dokładnie oczyszczający żel do mycia twarzy, bardzo mi pomógł w walce z zaskórnikami. Cetaphil to zdecydowanie kosmetyk, bez którego nie potrafię żyć. Wieczorem jest moim kremem na noc, a rano nakładam cienką warstewkę pod krem matujący, dzięki czemu mat utrzymuje się dłużej. Jedno opakowanie starcza mi prawie na rok codziennego używania. 



Żel pod prysznic Bath & Body Works z kwiat japońskiej wiśni - żel pod prysznic z masłem shea o obłędnym zapachu. Kto nie zna, niech żałuje. Bloker Ziaji to dla mnie najbardziej skuteczny bloker z tego typu produktów. Żadne apteczne nie działają tak dobrze, jak ten. Oprócz tego, bloker nigdy nie podrażnił mnie tak, jak niejeden etiaxil czy inny tego typu produkt. W dodatku kosztuje 1/3 jeśli nie mniej, niż apteczny produkt. 


Paletka Sleek Oh  so special towarzyszy mi codziennie. Głównie używam jej do... brwi:) Ze sporą częścią kolorów dobijam już dna. Lovely Snow blusher to piękny zimowy róż. Choć jest to jeden z nowszych nabytków - zakochałam się w nim bez pamięci!




Zmywacz do paznokci Isana to mój ulubieniec nie pamiętam już od kiedy - na pewno od roku. Szybko zmywa nawet brokaty, nie wysusza płytki. Kosztuje grosze i ładnie pachnie (jeśli zmywacz może ładnie pachnieć). Sally Hansen Insta - dri - moje odkrycie 2012 roku. Nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez niego! Jako ciekawostkę dodam, że miss sporty wypuściło teraz tańszy odpowiednik. 

Zużycia

Zużyć w tym miesiącu wcale nie jest dużo. Od kolejnego miesiąca mam ambicje, by zużyć choć część zapasów. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie. 


Szampon Wella proSeries Frizz control - zdecydowanie jemu mogę przypisać zasługę zaprzestania puszenia się moich włosów. Ziaja maska masło kakaowe to zwyklak, ale przyjemnie pachnący. Odżywkę Isana lubię kupić sobie od czasu do czasu, kiedy nie mam pomysłu na inną. Dobry produkt w dobrej cenie, ale bez szału. 


Maseczka matująca Dermedic - matować nie matuję, ale przyjemnie nawilża. Jedna saszetka wystarcza mi na dwa użycia. Dostępna w aptekach. Planet Spa , Avon - cieszę się, że ją "wykończyłam", bo jeszcze chwila i to ona by mnie wykończyła. Moja buzia przyzwyczaiła się do niej, dlatego ostatnio efektów nie dawała żadnych. Emulsja matująca Iwostin to produkt, do którego powracam. Z małą pomocą Cetaphilu daje doskonałe efekty. Jedyny jej mankament to cena, 40zł. Czasem jednak można trafić na promocji za 30, 35zł. Jest bardzo wydajna. Peeling naturalny Soraya to miła odmiana od klasycznego peelingu morelowego Sorayi. 


Lady Speed Stick pH Active odradzam. Zdecydowanie. Chyyyyba, że macie pół dnia wolnego, które możecie spędzić z rękoma w górze, by szanowny LSS zdążył się wchłonąć. Fluid matujący Under 20 - nie wiem, które to opakowanie. Oczywiście, mam już kolejne. Czasem solo, czasem mieszam z innymi podkładami:) 


Tonik ogórkowy podkradałam mamie, kiedy mój się skończył. Mojej mamie on nie odpowiadał, mnie jak najbardziej. Kultowy produkt Ziaji:) OS żel pod prysznic Śliwka i syrop klonowy - szkoda, że edycja limitowana, chętnie sięgnęłabym po ten zapach jeszcze nie raz. 

Na zdjęciach nie znalazły się: puder matujący Essence i płyn micelarny Be beauty. 

Nowości


Pozwólcie, że nie będę zadręczać Was osobnym zdjęciem każdego produktu:) Oto garść nowości, które zagościły w moich zbiorach. Wszystkie mam zamiar zrecenzować, dajcie znać, o czym najchętniej chciałybyście przeczytać.


Uff... gratuluję wytrwałym! Komu udało się dotrwać do końca? :)


Pozdrawiam Was serdecznie!
Monika


8 komentarzy:

  1. Muszę w koncu dorwać insta dri:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech to będzie Twoje postanowienie noworoczne:) :D

      Usuń
  2. chętnie przeczytam opinię na temat nowych cieni RImmela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie ją dla Ciebie napiszę, w pierwszym tygodniu Nowego Roku:)

      Usuń
  3. Interesujące zestawienie!
    Bardzo lubię ten tonik ogórkowy z Ziaji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Parę rzeczy mam i bardzo sobie chwalę, ale wiele też nie znam i mam nadzieję, że będę miała okazję poznać :)

    OdpowiedzUsuń