Summer Empties part 1.

Witajcie! Wybaczcie, że nadal mało tu zaglądam, ale nowa praca pochłania mnie do reszty. A kiedy mam trochę czasu, to wtedy energii brak. I tak w kółko. Udało mi się dziś popstrykać trochę zdjęć, więc przez najbliższy tydzień możecie być spokojne - przynajmniej 3 wpisy się pojawią:) Zapraszam na dzisiejszy - wakacyjne zużycia cz. 1.  Do każdego produktu przygotowałam krótki opis.  Enjoy!


Pielęgnacja i higiena




Tak, przez całe wakacje zużyłam aż 4... i jestem w ptrakcie piątego! Garnier mineral Intensive 72 h, to antyperspirant na wagę złota! Podpatrzyłam go u siostry, która też używa go od niepamiętnych czasów. Stałe czytelniczki bloga na pewno wiedzą, że dla pewnej ochrony używam zarówno blokera z Ziaji na noc i właśnie antyperspirantu na dzień. Cóż, blokery mają do siebie to, że podrażniają, co jest ich zdecydowanym minusem... dzięki temu antyperspirantowi problem zniknął, bo bloker odstawiłam. Ten antyperspirant zapewnia mi pewną ochronę. Jego regularna cena to ok. 12-13zł, ale w promocji w różnych marketach można go dostać nawet za 6 zł (pozdrawiam Biedronkę i jej super promocje!). Nie zawiera alkoholów, ani parabenów. Można? Można!


Isana krem do ciała masło shea i kakao - dla wielu hit, dla mnie bez rewelacji. Nie jest tak treściwy jak masło, ale nie jest też lekki jak balsam. Zużywałam wielce znudzona zapachem, który nie jest sztuczny, przypomina mi zapach budyniu orzechowego. Ale wiedziały gały co brały:) Opakowanie spore. Wystarczyło mi na ciało, grubowarstwowe nocne kremowanie stóp i kiedy już dość miałami tych zastosowań, postanowiłam resztkę zużyć na "zabieg" kremowania włosów. Nie wiem, czy moje włosy tego nie lubią, czy to wina tego właśnie kremu, ale po zmyciu go z włosów były one suche i szorstkie. Ciała też specjalnie nie nawilżał, nawet gruba warstwa na stopach na noc na nic się zdała. Kosztuje on ok. 7-9zł, dostępny tylko w Rossmanie. Czy się skuszę ponownie? Nie - w drogeriach mamy ogromny wybór balsamów (nie mówiąc już o zapasach z Bath & Body Works, które u mnie czekają na swoją kolej...), chętnie wypróbuję coś nowego.

Żel pod prysznic Original Source, Raspberry & Vanilla milk - żele Original Source albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie należę do ich miłośników. Ten zapach jest moich ulubionym. Pachnie jak malinowy budyń, albo cukierki z dzieciństwa Alpen Liebie - jak kto woli. Do umycia całego ciała wystarczy niewielka ilość. Niespecjalnie się pieni, ale mnie to w zupełności nie przeszkadza. Nie wysusza, nie podrażnia. Co w nim lubię prócz zapachu? Nadaje się na chwilowe zastępstwo pianki do golenia. Nie wystąpiło u mnie żadne podrażnienie, po zastosowaniu go właśnie jako chwilowego substytutu pianki. Kosztuje ok. 9zł w drogeriach, jakiś czas temu był także w Biedronce. Często można spotkać w Netto, po okazyjnej cenie. Podsumowując:  uwielbiam!

Balsam do ciała Daisy Dreamgirl od Bath & Body Works - o mojej miłości do tego sklepu nie muszę już chyba nikomu mówić. Nie wiem, czy znam bardziej pachnące miejsce. O tym balsamie pisałam już tutaj. UWIELBIAM!


Aquafresh extra care - płyn do higieny jamy ustnej. Ciężko znaleźć mi taki, który w stu procentach by mi odpowiadał. Jednak ten póki co jest dla mnie najlepszy. Bez alkoholu, odświeża oddech na dłużej. Jeden trzymam w domu, drugi w pracy. Nie wiem, czy jest w regularnej sprzedaży, często pojawia się w marketach, przy okazji "kosmetycznych gazetek", zazwyczaj w komplecie z pastą, za 10 do 14 zł. 

Pasty do zębów: w tym temacie nie ma się co rozpisywać. Pasta to pasta, albo czyści, albo nie. I tutaj jedna jest na tak (Aquafresh), druga na nie (blend-a-med). Aquafresh używam już kilka lat i często do niej wracam. Jest tania (można dostać ją już od 3zł), dobrze czyści zęby i pozostawia uczucie świeżości. Blend-a-med kupiłam jakoś w okolicach 6zł, niezależnie od czasu, który spędziłam na myciu zębów (dochodził on nawet do 6 minut...), nadal miałam wrażenie, że moje zęby nie są do końca czyste.


Maszynki BIC Miss Soleil - wizualnie ładne, nawet poręczne, ale tępe, jak nie wiem co. A jeśli nawet zdarzyły się dwie w miarę ostre, to stępiły się w błyskawicznym tempie. Bardziej obrazowo: jeśli jedna maszynka wystarcza mi na jedną nogę, to jestem w stanie to zrozumieć, jako, że powiedzmy sobie kawał tej nogi mam. Kiedy jednak maszynka nie wystarcza mi na 1/3 łydki, to już jest kiepska. Udało mi się dostać je na promocji za 8zł, więc jakoś ten bubel przebolałam, ale gdybym musiała zapłacić za nie 14zł, czyli tyle ile kosztują normalnie, to byłabym tym faktem nieco zniesmaczona. 

O kremach do depilacji Eveline możecie przeczytać tutaj. W skrócie: fajny krem, za fajną cenę. 



Biedronkowe płatki kosmetyczne Carea mogę kupować za każdym razem, kiedy tylko tam jestem, bo w moim domu idą jak woda. Używam ich razem z mamą, do toniku, do demakijażu twarzy i oczu, a także do zmywania lakieru i odtłuszczania paznokci. Są tanie i dobre. Często występują w trzypaku, w cenie dwóch opakowań. Podobno są produkowane przez Cleanic, ale nie weryfikowałam tego faktu. Nie rozwarstwiają się, nie pozostawiają włókien na twarzy. Ok. 2,50 za rulon. 


Zmywacz Isana - najlepszy zmywacz EVER! Duża, wydajna butla za ok. 6zł. Nie pachnie jak tradycyjny zmywacz. Tutaj możecie przeczytać więcej. 

Alterra olej do masażu mandel & papaya - raz użyłam do olejowania włosów, a tak używałam do peelingu kawowego, do którego moim zdaniem nadaje się idealnie. Troszeczkę zmienia zapach mielonej kawy, którego ja nie lubię. Nie zostawia też tak mocnej warstwy jak olej rycynowy. Kupiłam go za 12zł, ale jak widzicie to stara wersja. Nie wiem, czy w nowej edycji jest ten wariant zapachowy. Jeśli jest, to nieco droższy. Mimo to polecam fankom olejów. 

Joanna - czekoladowy żel pod prysznic. Tutaj niestety rozczarowanie. O ile samo opakowanie wygląda całkiem elegancko, o tyle żel jest koszmarny. Ma bardzo sztuczny zapach, a przy używaniu go do depilacji strasznie podrażnia skórę. Nałożyłam  go i wydepilowałam dosłownie z 5 cm kwadratowych skóry, na których powstały takie bąble, jakby napadło mnie stado komarów. Do tego bardzo nieprzyjemne pieczenie. Żel zużyłam, jak widać, zużywam teraz wersję waniliową, która pachnie odrobinę przyjemniej. Nie wiem ile kosztuje, dostałam w prezencie. Jednak z własnej woli go nie kupię. 


Ufff! Jeśli ktos wytrwał do końca, to gratuluję!:) Używałyście któregoś z tych kosmetyków? Czy Wasze wrażenia są takie jak moje?


Pozdrawiam Was serdecznie:)
Monika

4 komentarze:

  1. Wow! Zużycie antyperspirantów powala :) A ja myślałam, że Rexona schodzi mi jak woda..
    Szkoda, że krem z Isany tak kiepsko Ci się sprawdził. U mnie do kremowania włosów nadaje się idealnie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem właśnie czy akurat taka partia kremu, czy to zupełnie nie dla moich włosów

      Usuń
  2. Nie znam niczego niestety...
    Udało ci się zużyć naprawdę dużo dezodorantów :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. gratuluję zużyć :) planuję spróbować tego masła z Isany :)

    OdpowiedzUsuń