Żelatyna nie tylko do laminowania?

Hej hej:)

Dziś przychodzę do Was z garścią informacji o żelatynie. Jakiś czas temu w blogosferze pojawił się wielki bum na laminowanie włosów. Czyli, że produktu spożywczego można używać w pielęgnacji?
Przyjrzyjmy się temu trochę bliżej.

Żelatyna jest mieszaniną białek i peptydów, pozyskuje się ją w drodze częściowej hydrolizy kolagenowej ze skóry, chrząstek i kości zwierzęcych (okej, mnie już samo to zniechęca...). Używa się jej jako emulgatora, środka żelującego. Jest także składnikiem wielu farmaceutyków i kosmetyków (jako zagęszczacz), znajduje się także w powłoczce wielu kapsułek, leków, czy suplementów diety.

W blogosferze żelatyna znana jest najbardziej jako produkt do pielęgnacji włosów. Zacznijmy więc od tego najbardziej popularnego - laminowania włosów.
Nie ma się tutaj za bardzo co rozpisywać - w naczyniu rozpuszczamy żelatynę z wodą, dodajemy olejek-odżywkę i nakładamy na włosy. Ile dziewczyn-tyle sposobów: zmyć po chwili, owinąć włosy ręcznikiem i podgrzewać co jakiś czas, po dłuższej chwili zmyć. W efekcie otrzymamy piękne i lśniące włosy, bez efektu sianka na głowie:) Niczym z reklamy;). Nie próbowałam na sobie, ale podejrzewam, że jak w każdym przypadku - dla jednych coś się sprawdza, dla innych nie. Pamiętajmy, że każda z nas jest inna, każda ma inne potrzeby i oczekiwania.

zdjecie Agencja Gazeta
Żelatyna do kręcenia włosów? Cóż, tak. Niektóre z nas, które pragną o lokach/falach używają żelatyny do przygotowania żelu, do kręcenia (ale to brzmi:)). Mieszamy żelatynę z wodą, wstawiamy do zamrażalinika (!) na chwilę, po czym nakładamy niewielką ilość na włosy. Nawijamy je na bawełnianą koszulkę, upinamy, po upływie 30 minut możemy cieszyć się lokami. Cóż, tego też nie sprawdziłam na sobie, bo fale mam naturalne, ale ten sposób zupełnie mnie nie przekonuje, chyba wolę zwykłą lokówkę.

zdjecie magazyn TWIST

Powiecie - o czym babo piszesz, jak niczego z tego nie próbowałaś! A próbowałam - plaster na nos home made. Uwielbiam różnego rodzaju plasterki do oczyszczania porów. Niestety, są one zazwyczaj drogie. Oglądając filmiki na yt natrafiłam na filmik Michelle Phan, jak zrobić własne plasterki małym kosztem.
Wystarczy nam żelatyna, mleko, szklanka i łyżka. Łyżkę żelatyny mieszamy z dwiema łyżkami mleka, wstawiamy do mikrofalówki na około pół minuty. Czekamy aż lekko przestygnie i nakładamy na nos i/lub miejsca, gdzie chcemy oczyścić nasze pory. Czekamy, aż żelatyna zastygnie i zrywamy ją z twarzy jak maseczkę peel off.  Filmik z dokładną instrukcją :



Moje pory są bardzo problematyczne, są rozszerzone i trudno je oczyścić. Niestety żelatynowe plasterki nie zdały egzaminu. Owszem, lekko oczyściły pory, ale nie tak, jakbym tego oczekiwała. Minusem - dla mnie ogromnym jest zapach. Cóż, jeśli substancja jest bezzapachowa, nie myślę z czego jest ona pozyskiwana. Niestety w przypadku żelatyny, jej zapach jest mocno wyczuwalny i skrajnie niemiły, co doprowadza mnie prawie do możemy-sobie-wyobrazić-jakich-czynności.


Podsumowując - ja jestem na nie. Owszem, sprawdziłam jej działanie tylko w jednym z wyżej wymienionych sposobów, ale wrażenia zapachowe nie zachęcają mnie do kolejnych prób.

A Wy stosujecie żelatynę? Czy nie poddałyście się szałowi laminowania? Może znacie inne sposoby jej wykorzystania, albo sposób zniwelowania jej zapachu?

Pozdrawiam Was - wciąż z łóżka
Monika

9 komentarzy:

  1. nie stosuje zelatyny, wlasnie jej zapach jest nooo wiadomo;/
    zapraszam na rozdania;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego co przedstawiłaś próbowałam tylko plasterków na nosie:) Efektów spektakularnych nie było, pory jakby lekko z wierzchu się oczyściły;)
    Ciekawi mnie to kręcenie włosów na żelatynie, muszę spróbować na moich prostych jak druty włosach :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A u mnie laminowanie się sprawdza:) Zapach zabijam odżywką mrs. potters;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja probowałam zelatyny na pory i nei działa :(

    OdpowiedzUsuń
  5. sprawdziłam te plasterki u siebie i niestety nie zdały egzaminu

    OdpowiedzUsuń