Get big! lashes - tusz od Essence

Witajcie po długiej nieobecności:) Latam tu i tam, zapisałam się na zajęcia dodatkowe, jak zwykle jestem chora, do tego praca, korepetycje i nie pamiętam nawet, że trzeba zrobić maseczkę:) Ale cieszę się, że mam co robić - dzięki temu, że mam intensywny tydzień, jeszcze bardziej cieszę się z weekendu. Chociaż ten też jest wyjątkowo aktywny - rozpoczęłam zaocznie studia drugiego stopnia. Dzięki temu robię to, co lubię i dokształcam się w weekendy. No, ale przejdźmy do sedna. Dziś recenzja tuszu od Essence - get BIG! lashes. 


.

Ten tusz, który posiadam jest pogrubiający i podkręcający. 


Gdzie kupić: wszędzie tam, gdzie dostępne są produkty essence, ja kupiłam w Drogerii Natura.
Cena: ok. 10zł
Opakowanie: tusz mieści się w podłużnym, walcowatym opakowaniu, nieco grubszym niż klasyczne tusze do rzęs. Na szczycie zakrętki widnieje tłoczona litera "e".
 Konsystencja: trudno określić, nie jest za rzadka. Część tuszów potrzebuje trochę czasu by zgęstnieć i dopiero wtedy tak naprawdę są dobre. Ten tusz z pewnością do nich nie należy. Konsystencja jest dobra od początku, niestety tusz szybko gęstnieje.
Wydajność: nie jestem w stanie określić. Używam go już ok. 2-3 miesiące, jeszcze sporo go zostało.
Szczoteczka: lekko wygięta, pasuje do kształtu rzęs

Moja opinia: Polubiłam ten tusz od samego początku. Pięknie podkręcał i pogrubiał rzęsy. Musiałam trochę nauczyć się nim operować, by nie nałożyć go za dużo. A to jest trudne, bo szczoteczka nabiera naprawdę dużo produktu. Jeśli nałożymy go za dużo, to zacznie się osypywać, tworząc efekt pandy już po 2-3 godzinach. Szczoteczka bardzo dobrze podkreśla rzęsy. Stają się one faktycznie pogrubione i pięknie podkręcone. Niestety, nie umiem zrobić zdjęcia swoim rzęsom, by Wam to pokazać, ale musicie mi uwierzyć na słowo. Ogromnym plusem jest to, że tusz nie wpływa negatywnie na kondycję rzęs. Często przy używaniu różnych tego typu produktów, przy demakijażu - niezależnie od tego, czym ten demakijaż wykonywałam- zawsze gdzieś na waciku czy policzku pojawiała się rzęsa lub dwie. Tutaj tego nie zauważyłam.  Według producenta jest to tusz wodoodporny. Cóż, przy wzruszeniu - o wielkim płaczu nie wspominając, czy przy zwyczajnym łzawieniu oczu - tusz całkowicie znika. Można go też zmyć samą wodą, więc tutaj producent troszeczkę nagiął rzeczywistość.  Co do wydajności - mam tutaj mieszane odczucia. Szczoteczka, choć genialna, nabiera za dużo tuszu. Jednak mam go już długo, 2-4 miesiące. Jednak nie jestem w stanie już go używać, bo bardzo zgęstniał. Na tyle, że zamiast pięknych rzęs otrzymuję efekt pajęczych nóżek. 




Czy kupię ponownie: może, kiedy nie będę miała pomysłu na to, jaki tusz chcę wypróbować.

Ogólna ocena to:

a Wy, znacie ten tusz? lubicie produkty od Essence, inne niż lakiery?:)


Pozdrawiam Was jesiennie!
Monika

16 komentarzy:

  1. Nie widziałam go, choć kiedyś planowałam zakup jakiegoś tuszu do rzęs właśnie z essence :) Ja to póki co mam tylko lakiery z essence i jestem z nich bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie trochę tych zajęć Ci się nazbierało:-) tuszu nie znam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak chyba jestem zaprogramowana:) że muszę cały czas w biegu:)

      Usuń
  3. to prawda im cięższy tydzień, wtedy chwali się weekend:)
    nie znam tuszu

    OdpowiedzUsuń
  4. nie miałam go
    ale szczoteczka mi się spodobała :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię cienie z Essence. Tusz kiedyś miałam (wersja różowa) i nie byłam zadowolona niestety. Ale marka ogólnie jest świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też miałam ten tusz. Lubiłam go, ale używałam z inną szczoteczką:)

      Usuń
  6. Mam czarną wersję tego tuszu i lubię!

    OdpowiedzUsuń
  7. mam w granatowym opakowaniu, przeraziła mnie wielkość szczoteczki:P

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja raczej nie kupię:P
    chociaż wygląda ciekawie

    OdpowiedzUsuń